życzenia

dla wszystkich moich kochanych odwiedzających

najserdeczniejsze życzenia Wesołych Świąt wśród najbliższych

żebyśmy zawsze wiedzieli, co naprawdę najważniejsze dla nas w życiu

Wszystkiego Dobrego!

3 Comments

polędwiczki w boczku z dedykacją

Z powodu braku czasu, opis uzupełnię w niedalekiej przyszłości,

już za chwileczkę, już za momencik

tymczasem - smacznego!

obraz-029-large-small

3 Comments

zupa serowa

Właściwa nazwa tej niezwykłej zupy winna brzmieć: wyśmienita zupa serowa, bo taką właśnie jest.

Oryginalny pomysł na nią pochodzi od równie niezwykłej osoby, to jakże może być inaczej?

Brzmiał całkiem niewinnie: serowa z groszkiem, niestety ja, przechera jedna, musiałem ją nieco przerobić i podrasować. Spotkało się to na szczęście z pełną aprobatą dzieci, które zgodnie orzekły, że jest ona jedną z najlepszych zup w naszym menu. Nie raz już musiałem lecieć do nocnego w poszukiwaniu serka w kiełbasce, bo akurat wieczorem wpłynęło zamówienie na następny dzień na serową. Reszta składników zawsze pod ręką w spiżarce i nie są jakieś skomplikowane. Oto one:

składniki:

- wywar, najlepiej drobiowy, w każdym razie delikatny, nie on ma tu dominować

- serek topiony w kiełbasce i dodatkowo starty ser żółty twardy

- mrożony groszek  z marchewką lub ewentualnie groszek z puszki i marchewka świeża

- seler naciowy, czosnek, cebula dymka wraz ze szczypiorkiem

- odrobina (?) boczku wędzonego  - przepraszam, ale nie mogę się bez niego obejść, szczególnie, gdy występuje w połączeniu z czosnkiem

a tak to wygląda

obraz-006-large-small

Na patelni podsmażamy boczek z czosnkiem, dodajemy po kolei: cebulę, marchew, seler, dymkę i przekładamy do bulgocącego wywaru. Serek topiony rozprowadzamy gorącym wywarem i dokładnie mieszamy, żeby nie było żadnych grudek.

Teraz wystarczy wlać to do zupy, wsypać groszek i ser żółty, lekko kręcąc chochlą do całkowitego jego rozpuszczenia i to wszystko… prawie.

Zupa powinna być gęsta, a jeśli taką nie jest, to można zagęścić ją dodatkowo lekką jasną zasmażką na maśle lub żółtkiem wymieszanym ze śmietaną. Ja czasami dodaję ziemniaki pokrojone w małą kostkę, wtedy kilka minut im wystarczy, aby były w sam raz.

Naprawdę serowa jest niezwykła, polecam

i życzę smacznego!

obraz-009-large-small

obraz-012-large-small

pozdrawiam czytających

6 Comments

paprykarz

Z wielką przyjemnością prezentuję obiecany paprykarz. Wreszcie doczekał się biedny, a czekał i czekał już długo; robiłem po węgiersku różne dania, i paprykarz też był w menu nie raz, ale jakoś tak się zdarzało, że nigdy aparatu nie było pod ręką.

Teraz został sfotografowany i na pewno jest rad wielce, bo w końcu zobaczą go inni, najpierw tu, a potem na swoich talerzach i będzie on dostarczał wielu miłych doznań oraz wywoła niejeden uśmiech na wielu twarzach :-)

Paprykarz może być z wielu mięs; polecam raczej te, które nie wymagają zbyt długiej obróbki cieplnej. Doskonale nadaje się zarówno indyk (filet lub udziec) jak i polędwiczka. Ze spuszczoną ze wstydu głową przyznać muszę, że jeszcze nie robiłem paprykarza z ryby, a to wszakże jeden z filarów kuchni węgierskiej.

Jest to danie, które robi się szybko, naprawdę nie wymaga żadnego wcześniejszego przygotowania, składniki proste (właściwie, jak jest papryka, to jest wszystko :-) ).

Clou tego dania jest sos, który powstaje po rozpuszczeniu się papryczek i pomidorów, a jego wspaniały smak i aromat dopełniają przyprawy w postaci kminku i ziela. Nie możemy zapomnieć o dobrej kwaśnej śmietanie, która również na koniec wyląduje w rzeczonym sosiku.

A teraz niech już przemówi w/w ;)

składniki:

- mięso (na czas krojenia warzyw, możemy na chwilkę zamarynować w pieprzu i czosnku - to nigdy nie zaszkodzi)

- boczek wędzony tu się pojawił, gdyż zabrakło mi wędzonej słoniny

- papryki pokrojone na drobne kawałki, marchewka w półtalarki, pomidory bez skóry

- cebula, czosnek, kminek, ziele i oczywiście papryka w proszku

Teraz metoda standardowa, czyli wytapiamy tłuszcz, wrzucamy cebulę do zeszklenia, zasypujemy papryką i dodajemy mięso z czosnkiem, które krótko obsmażamy; podlać musimy to wszystko odrobiną wody i wrzucamy pomidory, a po chwili resztę warzyw; solimy, żeby jak najszybciej wydobyć soki z papryki.

Ważne jest, ażeby warzyw nie podsmażać, bo wtedy będą dłużej musiały się dusić, a to nie służy naszemu delikatnemu mięsu, które także nie może jakieś przeduszone i rozdźiamgane.

Chociaż za chwilę zobaczycie, że taki paprykarz ze smażonymi paprykami też nie jest zły, ale to bardziej perkelt. Córka lubi takie widoczne papryki w sosiku, to czasem ulegam namowom i takowe dodaję do sosu.

Teraz przyprawy, pokrywka częściowo i zabieramy się za ryż, galuszki, albo makaron. Mamy niewiele czasu, bo gdy papryka zmieni stan skupienia danie jest prawie gotowe.

A z tego to powstaje:

obraz-039-large

obraz-036-large

obraz-037-large

obraz-041-largeobraz-042-large

obraz-044-large

i to wszystko

standardzik, co nie?

a teraz strefa zapachów:

obraz-045-large

obraz-050-large

Po odkryciu, zauważycie, że sos jest dość rzadki; proszę się nie przejmować, bo zaraz będzie taki, jak trzeba, należy tylko zebrać jego nadmiar do szklanki i w niewielkiej jego ilości rozrobić odrobinę mąki i śmietany właśnie; taką oto miksturą zaciągnąć, zamieszać, zagotować i wyjdzie nam coś takiego:

w wersji dziecięcej

obraz-053-large-small

obraz-056-large-small

obraz-060-large-small

i w wersji dla wszystkich

tak, jak powinien naprawdę wyglądać (no chyba, że jakiś rodowity Madziar mnie opierdzieli ;-) )

obraz-003-large-small

obraz-004-large-small

obraz-009-large-small

no to smacznego!

8 Comments

leczo

mój blog zarósł chwastami, tak jakby… co nie znaczy wcale jednak, że nic nie gotowałem, o nie!

nic wymyślnego niestety, no może za wyjątkiem jednej mlecznej zupki, która nazywa się “nic” i kotletów z kaszy gryczanej w sosie grzybowym (naturalnie sos, sam spożyć musiałem), ale to w następnych odcinkach

powrócę sobie teraz do wspomnień z lata i zapachu papryki, na które to sezon się kończy; w dodatku całkiem niedawno jeszcze jakaś rdzawa maź zalała mi kurde Węgry… mam nadzieję, że pola z papryką ocalały, poza tym, tak na marginesie: czy u nas są papryki z Węgier?

no dobra! leczo - taka zwykła potrawka z warzyw; francuzi mają ratatouille, grecy oliwki, niemcy szparagi, my bigos :-) , a węgrzy leczo

choć na pozór mogłoby się wydawać, że to potrawa typowo jarska, to w oryginale każą dusić te papryczki i pomidory na słoninie wędzonej, co z lubością czynię, dodając nawet inne zwierzęce składniki, np. suche kabanosy; poza tym dodać można wiele innych fajnych rzeczy, co tam nam urosło w ogródku na działce; i tak też tutaj będzie

czy to jeszcze można nazwać leczem czy też nie, to już zupełnie inna sprawa; smakuje wybornie - to najważniejsze, a jak zwał, tak zwał

składniki:

- wędzona słonina, kabanosy (najlepsze byłyby kiełbaski debreczyńskie, albo podobne paprykowane, ale u mnie nie ma)

- papryki słodkie w trzech kolorach i jedna ostra

- cebula, pomidory obrane ze skórki

- i z moich dodatków pojawiły się tutaj jeszcze: cukinia, marchew i fasolka

- czosnek, sól, pieprz, kminek, listki, papryka w proszku

Przyznam, że właśnie cukinia była powodem, dla którego zmuszałem rodzinę do jedzenia takiego leczo średnio 5 razy w tygodniu, przez miesiąc :-) , urosło to takie wielkie w ilości kilkunastu sztuk i cóż było robić (zapiekałem też z różnymi farszami na grillu, żeby nie było, że tylko leczo i leczo)

Cukinię należy obrać, wydrążyć środek, pokroić i posypać solą, a sok powstały zlać; resztę ładnie pokroić w kostkę, a kiełbaski i marchew w półtalarki.

Czyli to:

obraz-001-large

obraz-003-large

zamieniamy w to:

obraz-009-large

obraz-011-large

obraz-012-large

obraz-013-large

obraz-015-large

obraz-020-large

w garnku wytapiamy słoninkę, a na niej dusimy cebulę; gdy będzie zeszklona zasypujemy papryką i dodajemy po kolei wszystkie warzywa, od najtwardszych zaczynając;

obraz-022-large

obraz-023-large

wrzucamy roztarty kminek oraz pozostałe przyprawy, przykrywamy i dusimy

obraz-026-large

Z warzyw powstanie dużo sosu, który pomimo zasmażki paprykowej i tak nie będzie dość gęsty; jeśli to Wam przeszkadza, na kilka chwil przed końcem duszenia możemy odkryć garnek, niech wyparuje jego nadmiar.

Powstały tego w tym roku tak wielkie ilości, że o mały włos, a nie robiłbym słoików do spiżarki; ale wiecie co? zjadło się wszystko ładnie… tak jakoś :-)

obraz-028-large-small

obraz-032-large-small

smacznego!

a następny będzie pyszny paprykarz z kurczaka

6 Comments

szparagi w szynce

Maj to czas szparagów, należy więc to wykorzystać i jak najczęściej spożywać te pyszne warzywka w różnych wariacjach; tutaj wystąpią w szynce parmeńskiej, polane sosem holenderskim wzbogaconym szczypiorkiem i bazylią

Szparagi gotowałem na parze, gdyż nie posiadam jeszcze takiego fajnego, wysokiego  garnuszka z koszyczkiem. Czas najwyższy chyba to zmienić, bo szparagi to “niesymetryczne” warzywka - czubki niezwykle delikatne, a im niżej, tym bardziej twarde i wymagające o kilka minut dłuższego czasu gotowania;

paruję krótko, max. 5 minut, skupiwszy się na jędrności owych czubków i na razie wygląda to tak, że dziewczyny zjadają górę, a ja dół :-)

ugotowane szparagi zawijam w szynkę i griluję 2-3 minuty; na talerzu polewam sosem, który wyśmienicie do nich pasuje, a robi się tak:

rozgrzewam masło i dodaję odrobinę czosnku; na garnku z wrzącą wodą stawiam miseczkę, w której ucieram żółtka, solę, pieprzę i dodaję sok z cytryny (dużo) oraz powoli, ciągle mieszając wlewam masło, na koniec wrzucam posiekany szczypiorek i bazylię; pilnujmy tylko temperatury, żeby nie zrobiła nam się jajecznica ;)

obraz-048-small

obraz-049-small

smacznego

4 Comments

placek po węgiersku

Nareszcie doczekał się prezentacji biedny… czekał na nią tak długo, a ja zwlekałem i zwlekałem, w oczekiwaniu na odpowiedni nastrój i moment; teraz piję węgierskie wino, słucham pięknej piosenki po węgiersku, myślę więc, że nadszedł w końcu odpowiedni czas. Mam do tego dania bardzo emocjonalny stosunek (mówiłem już, że kocham kuchnię węgierską? :-) ) i mógłbym tu zanudzać i zanudzać, ale tak naprawdę to przecież niby zwykły gulasz i placek ziemniaczany; NIE dla mnie jednak, oj nie!

Na kilka dni przed jego zrobieniem, kiedy zbieram zamówienia na obiad od dziewczyn, i kiedy już dojrzeją one do tej w pełni  świadomej swej decyzji, w całym domu panuje atmosfera podniecenia: plapowe, plapowe, plapowe, plapowe… każdy ma swój, z góry ustalony, udział i przydzielone role w jego tworzeniu - ja robię, a dziewczyny patrzą… :-)

Tak… zdecydowanie placek po węgiersku jest daniem ceremonialnym u nas w domu, a jeszcze bardziej zdecydowanie ceremonią samą w sobie, szczególnie dla mnie; wszyscy go lubią, z czego się cieszę, a to przecież najważniejsze, żeby smakowało! aczkolwiek moje szanowne cenzorki (prócz grzybów) lubią wszystko, co uda mi się przygotować…

oby, jak najdłużej

Żal mi tylko tego placka, którego onegdaj w górach będąc, wątpliwą przyjemność miałem spożywać… takie piękne danie i tak go zbezcześcić! GRRR!!!  potem, kilka razy jadałem to tu, to tam i nie było tak źle, ale niestety jedno złe zapada głębiej w pamięci, niż 10 dobrych…

Dobra… nie będę już więcej marudził; przystąpmy do działania

Placek po węgiersku składa się z dwóch składników: placka i węgier :-)

składniki:

-  wołowina pokrojona w drobną kostkę, naturalnie marynowana w papryce, pieprzu, czosnku

- paprykowana słoninka, wędzony boczek

- kolorowe papryki, marchew, cebula, czosnek

- paczka papryki, ziele, liść, kminek, odrobina mąki i bulionu wołowego

kurde! ale standard… bez tych podstawowych dla mnie składników, w kuchni czuję się… zagubiony i smutny… :-)

składniki na placek:

- ziemniaki, cebula, jajko, sól

- mąka zwykła i odrobina ziemniaczanej

wołowina

obraz-041-large

słonina

obraz-001-large

i reszta niezbędnych składników

obraz-003-large1

dalej to normalnie, przystępujemy do robienia gulaszu, wiecie…

odrobina oliwy, słonina, boczek, cebula, czosnek, marchewka, papryki

kiedy wszystko się poddusi, a nas już skręca od tego wspaniałego zapachu, opróżniamy całą zawartość garnka (tylko na talerz, proszę! nie do paszczy! :-) ), a w pozostałym tłuszczu podsmażamy mięso mieszając; robimy zasmażkę z papryki i mąki, zalewamy bulionem, dodajemy przyprawy, przykrywamy i po półgodzinie wsypujemy zawartość talerza

Sos ma być gęsty, bardziej niż w gulaszu, a papryczki chrupiące

mniej więcej tak:

obraz-006-large

obraz-011-large

obraz-045-large

obraz-049-large

kiedy nasz gulasz sobie pięknie i kusząco-podniecająco pyrkoli, smażymy placki

obraz-018-large

obraz-051-large

tu mała uwaga! ostatnio zauważyłem (zupełnie przez przypadek, słowo :-) ), że dodanie odrobiny mąki ziemniaczanej powoduje, iż placki o wiele lepiej się przewraca, są bardziej sprężyste i chętne do współpracy :-) ; muszą być takie podłużne, gdyż składamy je za chwilę na pół

obraz-054-large-small

a po złożeniu wygląda całkiem niewinnie i niepozornie, ooo!!! szelma jedna

obraz-056-large-small

skrzętnie ukrywając swe przeogromne, dobre i pyszne, dobro  :-)

obraz-057-large-small

obraz-062-large-small

obraz-063-large-small

kleksik gęstej śmietany z Piątnicy - konieczny!

smacznego!

6 Comments

filet drobiowy

Filet drobiowy z pary wygląda tak:

1-170-small

mam tylko tę jedną, jedyną fotkę… w dodatku dzieci zażyczyły sobie marchewkę z groszkiem w sosiku, dlatego też mięso pływa tak sobie :)

Filety zostały przyrządzone na dwa sposoby, bom dopiero co zaczął eksperymentować z mięsem i musiałem znaleźć najlepszy jego smak;

i tak: jeden filecik, posolony i popieprzony i poziołowany :-) , wylądował bezpośrednio w koszyczku, a drugi został krótko podsmażony na oliwie, co by się zamknął; krótko - znaczy dosłownie 10-15 sekund! I w ten oto prosty sposób oba grzecznie wylądowały obok siebie, oczekując na nasz werdykt;

I który okazał się lepszym? Jednogłośnie - podsmażony; bardziej soczysty w środku.

Dzisiaj robiłem podobne, kieszonki, a w środku wędzona polędwica i kolorowa papryka… ale ładne po przekrojeniu, mówię Wam - je się oczami.

smacznego!

4 Comments

bogracz

Nadszedł w końcu ten wspaniały moment, którym muszę się z Wami podzielić.  Wczorajszy dzień był jednym z najpiękniejszych w moim życiu! Mimo że za oknem było zimno, szaro, buro i ponuro, to u mnie w kuchni jaśniały dwie gwiazdy największego formatu! niczym takie Słońce i Alfa Centauri na niebie. Było wspaniale, bo zagościła u mnie na stole kuchnia węgierska, kuchnia, która uwielbiam, która jest dla mnie najlepszą na całym świecie. Kocham papryki, pod różną postacią i wędzoną słoninę i gulasze i kminek i…

i w ogóle, to dlaczego ja nie jestem Madziarem? tylko kurde ten ich język…   :-)

Węgry odwiedziły mnie dwukrotnie, pod postacią zupy i drugiego dania, a były nimi bogracz i placek po węgiersku, a wszystko to jednego dnia… no pełnia szczęścia! mi to niewiele potrzeba, żeby na pysku pojawił się uśmiech i zadowolenie… tak, w kuchni się zmieniam, bez dwóch zdań…

i sam nie wiem, co było lepsze; przyrządzanie tych pyszności czy ich spożywanie, a jeśli jeszcze dodam, że smakowało nie tylko mi, to czegóż chcieć więcej?

Poza tym, od pewnego czasu wiele osób, tuż całkiem obok, szczuło mnie swoimi bograczami vel zupkami gulaszowymi, plackami po węgiersku, powodując u mnie ślinotok i niekłamaną zazdrość do tego stopnia, że całkiem niedawno trzasnąłem sobie bogracz, ale wtedy działałem w amoku, w malignie i aparat nawet nie zdążył się naładować, kiedy wypełniony po brzegi talerz wylądował przede mną, a jego zawartość wnet zniknęła…

Stare przysłowie mówi: zobaczyć Neapol i umrzeć??? a na cholerę mi jakiś, wypełniony onegdaj po brzegi śmieciami, Neapol? zobaczyć przed sobą i zjeść dwa dania węgierskie jednego dnia, ot co!!! - to rozumiem, to całkiem coś innego; umierał jednak za nie jeszcze nie będę, bo coś tam może uda mi się kiedyś upichcić ciekawego… może po włosku? :)

Podając Wam tutaj moją wersję bograczu (no może dwie), żałuję tylko, że jeszcze nikt nie wpadł na pomysł, żeby poprzez internet można było przesyłać zapachy… czy to takie trudne?  muszę nad tym pomyśleć i jak coś, to zgłaszam już teraz swój akces w prawach autorskich :-)

Jeszcze tylko jedno ostrzeżenie! musicie być przygotowani na dużą ilość zdjęć…

dlatego też będą one na końcu w porządku chronologicznym

Do dzieła!

składniki:

- pokrojona w drobną kostkę wołowina (można wcześniej przez noc pomarynować w pieprzu, papryce, oliwie i czosnku, aczkolwiek niekoniecznie… to tylko takie moje zboczenie)

- kolorowa papryka, ogórek kiszony, surowy, wędzony boczek, paprykowana wędzona słonina, cebula, czosnek, ziemniaki (wszystko w drobną kostkę)

- bulion wołowy, przecier pomidorowy, pomidory w zalewie

- a z przypraw, to: słodka i ostra papryka w proszku, kminek, liście i ziele, pieprz

- na kluski: mąka, jajko, sól

w garnku, w którym będziemy gotować zupę, najpierw roztapiamy słoninę, potem dodając boczek, czosnek, cebulę, ogórki i czerwoną paprykę, mieszając chwilę, pozwalamy się lekko wszystkiemu poddusić; teraz dodajemy wołowinę, a kiedy będzie podsmażona zasypujemy całość ogromną ilością papryki w proszku; z niej zrobi się piękna, czerwona zasmażka, którą rozprowadzamy przecierem pomidorowym

wrzucamy pozostałe przyprawy i zalewamy bulionem - nie za wiele go; przykrywamy i gotujemy z pół godziny

teraz możemy dodać pomidorki w zalewie wraz z sosem; zupa nie może być zbyt gęsta na tym etapie, gdyż pod koniec gotowania i tak zagęści się sama, natomiast jeśli jest zbyt rzadka, to na kilka chwil przed końcem możemy zdjąć pokrywkę i płyn odparuje sam

na jakieś 1o minut przed wyłączeniem wrzucam żółtą paprykę po to, żeby była chrupiąca (dostałem takie zalecenie, cóż było robić? :-) ) i ziemniaki

pozostało nam jedynie zrobić kluseczki, które są uwielbiane w tej zupie przez młodszą część mego towarzystwa, tak jak gdyby one były tu najważniejsze… hmmm…

po prostu nabieramy ciasto na łyżkę i wlewamy z niej do garnka, po minucie są gotowe

i to chyba wszystko

aha! kleksik gęstej, kwaśnej śmietany na wierzch - a jakże! jak najbardziej! też nie zaszkodzi

a tak to się działo…

obraz-002-large

obraz-003-large

obraz-007-large

obraz-010-large

obraz-013-large

obraz-014-large-small

obraz-015-large

obraz-023-large

obraz-022-large

obraz-024-large

obraz-025-large

i bogracz gotowy

ależ to pachnie, mówię Wam!

obraz-027-large-small

obraz-029-large-small

obraz-033-large-small

obraz-036-large-small

powiedzcie sami, czyż to nie jest piękny kolor!!!

określenie go czerwonym wydaje mi się banalnym wręcz

on jest po prostu paprykowy! :-)

życzę smacznego!

PS

w drugiej wersji zamiast ogórków dałem marchewkę i nie było pomidorów w zalewie, lecz jeden duży, świeży pokrojony w kostkę; tu właśnie tkwi clou tej zupy - ona ma być bardziej paprykowa niźli pomidorowa, więc nie przesadźmy z nimi!

a ogórek kiszony jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodził, prawda? :-)

4 Comments

ryby z pary

Od dłuższego czasu posiadam w kuchni takie ustrojstwo do gotowania na parze. Nie jest to żaden thermomix czy inny podobny mu profesjonalny sprzęt, ot zwykły garnek z pokrywką i koszyczek. Zasada taka sama przecież (przynajmniej żyję w błogim przeświadczeniu, że tak jest :-) ).

Kategoria będzie krótka, podobnie jak moje doświadczenie w tym temacie; rozpisywać też nie ma co się za bardzo, bo to najprostszy sposób gotowania: ryba, mięso, warzywa sru do koszyka, koszyk do gara, parę minut i gotowe :)

zalety? krótki czas przygotowywania, krótki czas oczekiwania, zdrowe toto podobno i zachowuje w dodatku większość wartości i witamin w sobie, że o oszczędności nie wspomnę… no dobra… ten krótki czas to akurat nie jest zaletą dla mnie, bo ja lubię pomarynować, pobejcować, pomacerować, poprzekładać, powcierać, w końcu powdychać zapach marynaty i potem na oliwie… ale to nie ten dział, proszę pana :)

jeśli stoimy przed dylematem: co by tu na szybko zrobić? to naprawdę ten sposób gotowania zajmuje czołowe miejsce; wystarczy mieć rybkę w siatce, lodówce albo w zamrażalniku…

Na pierwszy ogień pójdą rybki.

Filet z soli

- filety marynuję chwilkę dosłownie w pieprzu, soli, oliwie i ziołach; do tego ziemniaki w plasterkach i brokuł - to podstawowy i bardzo częsty zestaw u mnie, a brokuł jest chyba najlepiej nadającym się warzywem do pary.

W parze najdłużej potrzebują posiedzieć ziemniaki, więc idą pierwsze, potem brokuł układam dookoła, a na koniec rybę, którą oddzielam pergaminem od pozostałych składników, żeby za bardzo nie przeszły jej zapachem (choć i tak potem w brzuchu się wymiesza :-) )

Aha! jeszcze słowo o sosach być tu musi; nie ukrywam, że takie fileciki to może i zdrowe są, ale smak ich taki, jakby… jałowy? w każdym bądź  razie do takich z patelni na masełku to trochę im brakuje; nieodzownym więc staje się przygotowanie odpowiedniego sosu; z tym sosem to żaden problem, bo ja często robię z tego co w lodówce akurat jest, czyli z niczego :-)

tak poważnie to wystarczy: gęsta śmietana, musztarda, ketchup, sok z cytryny, zioła, sos sojowy, ocet winny… co kto woli i jak lubi, pełna dowolność, ale sos ma być!

sos na bazie soku pomarańczowego jest dobry (potem podam przepis), na razie

sola

obraz-006-large-small

obraz-007-large-small

i tilapia

2-1-small

2-3-small

smacznego!

a teraz “prawdziwa” ryba, filetowana osobiście, wygłaskana, wymuskana, nadająca się do wszelkiego rodzaju obróbki, jak i na surowo


łosoś

obraz-002-large-small

obraz-003-large-small

w następnych odcinkach mięso :)

smacznego!

6 Comments